Bieg przez Most GP Białołęki – krótka relacja

Wstępnie nie miałem pisać relacji z tych zawodów. Miał to być weekendowy start, taki bez historii. Chciałem sprawdzić swoją formę przed Tarczynem. Po Chudy wydawało mi się, że brak mi szybkości. Podczas biegu przez Most Północny w Warszawie wydarzyło się coś wartego odnotowania. Mianowicie nieoficjalna życiówka na 10km.  Nie będę się rozpisywał. Skupię się tylko na faktach

Puchary dla najlepszych

Wg Timex Run Trainer  trasa miała 9,90 km. Zegarek uruchomiłem w momencie mijania linii startu, więc liczony czas jest czasem netto. Piszę o tym, ponieważ podczas zawodów odbywał się ręczny pomiar czasu. Nie było bramek ani czipów. Na mecie zegarek pokazał czas 45:55, co jest poprawieniem zyciówki o 5 sekund na tym dystansie.  To jest tym bardziej niespodziewany wynik, że trasa nie należała do najłatwiejszych. Długie podbiegi na most, zmienne podłoże (fragment mostu to asfalt, park  to trawa, piach i dziury) oraz wysoka temperatura nie ułatwiały biegu.

Czas na mecie

Na kilka sekund przed metą – latam w Nike Flyknit Lunar1+

Wyników oficjalnych jeszcze nie ma. Pewnie będzie on o kilka sekund gorszy od mojego pomiaru, ale to nie ma znaczenia. Ważne, że jest forma i power. To dobry prognostyk przed Tarczynem.

Dzięki wielkie dla biegacza z dwoma butelkami napoju na pasie, który mnie wyprzedził na 5-6 km, kiedy miałem mały kryzys. Podłączyłem się do niego i biegłem jego tempem za plecami. To była ważny moment tych zawodów. Przed ostatnim nawrotem wyprzedziłem go.

Start

W zawodach wystartowało około 200 zawodników. Lubię takie kameralne imprezy. To był chyba jeden z pierwszych biegów, gdzie poza początkowym zamieszaniem na starcie, to ja wyprzedzałem przez cała trasę. Ilość zawodników, którzy mnie wyprzedzili mogę w sumie policzyć na jednej ręce. No może dwóch To daje niesamowitego kopa psychicznego zwłaszcza na ostatnich kilometrach. Kiedy to ty łykasz  kolejnych zawodników. Muszę pomyśleć o dobrej strategi na półmaraton w Tarczynie i sam Maraton Warszawski.

Warto wspomnieć, że zawody były specyficzne z dwóch względów. Na mecie nie było medali. Nie było także opłaty startowej za udział w zawodach. Start był bezpłatny. To bardzo miłe urozmaicone wśród komercyjnych biegów i coraz wyższych opłat startowych. W pakiecie startowym był numer oraz koszulka techniczna dla pierwszych 250 zawodników. Na mecie woda oraz batonik Lion, który został pochłonięty przez mojego małego lwika.

Oczywiście wielkie gratulację dla organizatorów. Bardzo fajne zawody i dużo atrakcji dla dzieciaków.

Nie obyło się jednak bez ofiar. Spodenki Asicsa uległy zniszczeniu. Puściły szwy w pewnym miejscu i zrobiła się dziura Dlatego nie zostaliśmy na bieg dzieci i pozostałe atrakcje. Asiscy wytrzymały raptem pół roku. Z perspektywy czasu nie był to udany zakup.

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Bieganie