Zimowe Biegi Górskie Falenica – mój pierwszy raz – mini relacja

Fatalne zawody. Chyba najgorsze na jakich brałem udział – tak o to wyglądają Zimowe Biegi Górskie w podwarszawskiej Falenicy. Wąska trasa, przez to nie ma jak wyprzedzać. Ilość zawodników znacznie przekracza możliwości i pojemność trasy. Niebezpiecznie na zakrętach i zbiegach, kiedy między drzewami wyprzedzają Ciebie szybsi zawodnicy. Bój się Boga, co tam się dzieje jak jest śnieg i lód. Kontuzje i złamania, to za pewne widok powszechny. Na mecie kolejka – tak, zaraz po zatrzymaniu się trzeba było stać w kolejce – w ten sposób odbywała się klasyfikacja zawodników. Zresztą przed zawodami swoje trzeba było także odstać w kolejce do zapisów. Dobrze, że przybyłem do biura zawodów na godzinę przed startem. Skandal to brak medali na mecie – tak w tych zawodach na miecie nie ma nic. Ani medali, ani nawet pomiaru czasu z prawdziwego zdarzenia. Nie będę już piał o tym, że numer startowy to kartka z wydrukowanym numerem w plastikowej koszulce. Największy skandal to jednak dystans – mówi się, że te trzy okrążenia w Falenicy to prawie 10 km – a Garmin Forerunner 620, którego obecnie testuje, wskazał 8,90 km.

Zniechęciłem Was? – to dobrze, taki był cel tego wstępu 🙂 Może dzięki temu na następnych zawodach będzie Was mniej, lub ktoś się rozmyśli ze startu w Falenicy 🙂

Pisząc teraz już poważne: gdybym wiedział, że tam jest tak fajnie, to nie byłby to mój pierwszy start. Pomimo dość dużego tłoku na początku, biegło się w miarę dobrze. Po pierwszym okrążeniu stawka się już rozbiegła i było można spokojnie biec swoje. Dystans, który biegłem to trzy kółka, czyli trochę powyżej 9 km. Warto tutaj zaznaczyć, że można pobiec krótszy bieg – to jest jedno kółko lub dwa. Szybsi zawodnicy startują na dwie minuty przed wolniejszą grupą także, ten kto chce lecieć szybko, ma taką możliwość. Z racji, że była to moja pierwsza wizyta w Falenicy biegłem w  miarę asekuracyjnie. Pierwsze okrążenie to zapoznanie się z trasą. Na drugim biegłem już swoje, natomiast na trzecim było już na tyle ciężko, że nie dało się przyśpieszyć. Udało się w  miarę równo rozłożyć siły.  Co ważne  z punktu widzenia treningowego – a tak traktuję ten start – to na podbiegach udawało mi się wyprzedzać zawodników – czułem siłę w nogach, co jest pozytywne na tym etapie przygotowań. Największą frajdę miałem przy zbiegach. Uwielbiam to – zamiast w tym czasie odpocząć i uspokoić tętno leciałem w dół ile sił (na trzecim okrążeniu już było za duże zmęczenie i leciałem wolniej 🙂 ) Nie mogę się już doczekać tych zbiegów, które są w Beskidzie Żywieckim.

Zimowe Biegi Górskie Falenica fot. Dariusz Sikorski

Garmin Forerunner 620

Na mecie zameldowałem się z czasem 52:33, co jest wynikiem w sumie słabym. Mam jednak punkt odniesienia w kontekście następnych startów w Falenicy – będzie co poprawiać 🙂 Polecam każdemu start w tych zawodach. Można spróbować swoich sił w innych warunkach niż bieganie po płaskim. Jednak jeśli rozważasz start, to powinieneś regularnie trenować podbiegi, aby wzmocnić siłę biegową. Falenica to taki bieg górski na krótkim dystansie i to, że ktoś po pierwszym okrążeniu nie wbiega na podejściu tylko idzie, jest już trochę poniżej krytyki. To są biegi a nie marsze – pamiętajmy o tym 🙂

fot. Dorota Świderska

W zawodach pobiegłem w Nike Zoom Terra Kiger, które recenzowałem kilka dni temu. Po tym starcie mam jeszcze większe zaufanie do tych butów – spisały się bardzo dobrze.

Start w Falenicy był także okazją do spotkania bardzo znanych celebrytów – po falenickiej ziemi biegali uczestnicy Wielkiego Wyścigu – czyli  Bo i Krasus. Nie często można spotkać takie  gwiazdy na trasie 🙂

Jednocześnie start w Falenicy jest  rozpoczęciem moich przygotowań do startu w Chudym Wawrzyńcu, który tradycyjnie odbędzie się w sierpniu. Mam wielka nadzieję,że uda mi się zapisać na te zawody. Patrząc na to, że zapisy na Rzeźnika,  które miały miejsce dzisiaj trwały zaledwie 10 minut widać, że będzie się działo. Jest totalny szał na bieganie po górach. Jakby nie patrzeć ja sam biorę udział w tym szale. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, że nie uda mi się napisać na Chudego Wawrzyńca. Aktualnie trwa jeszcze na allegro aukcja trzech pakietów startowych – organizator – napieraj.pl przekazał pakiety w ramach aukcji WOŚP. Na czas pisania postu najdroższy pakiet kosztuje 305 zł. Jutro zakończenie aukcji. Z tego co przeczytałem na FB, organizator być może wprowadzi system losowania, zamiast tradycyjnych zapisów. Pożyjemy zobaczymy. Zapisy mają ruszyć już w lutym.

Wracając do przygotowań: mam w planie wystartować we wszystkich następnych biegach w Falenicy, aby zobaczyć na ile robię progres (jeśli warunki pogodowe będą zbliżone i będzie można czasowo porównać starty). Od czasu do czasu odwiedzać Falenicę  na wiosnę. Warunki do trenowania podbiegów oraz zbiegów są tam bardzo dobre, więc trzeba to wykorzystać. Można popracować tam chodź trochę nad techniką. Do tego oczywiście to czego brakuje- czyli ćwiczenia wzmacniające i ogólnorozwojówka. Musi być jeszcze większa petarda w nogach. Na Chudego jadę wyrównać rachunki z zeszłego roku. Plan minimum to poprawa wyniku o przynajmniej 1,5 godziny.

Do zobaczenia na trasie

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Bieganie