Dawno nic nie pisałem, więc przyszedł w końcu czas na nowy post. Właściwie to co tu pisać skoro się nic ciekawego nie dzieje. Albo kontuzja albo choroba i tak w kółko. Czas na krótkie podsumowanie tego sezonu biegowego. Krótkie ponieważ, w tym roku nie wydarzyło się nic specjalnego.

Początkowo zapowiadało się bardzo fajnie. Dobrze przepracowana zima zaowocowała żywcówką i bardzo fajnym startem podczas Półmaratonu Warszawskiego 01:40:09

http://www.biegamblog.pl/2014/03/31/9-pzu-polmaraton-warszawski-10-sekund/

Potem pojawił się pierwszy kłopot tego roku biegowego. Miałem biec w Orlen Maraton i łamać 3:40. Byłem przygotowany i nastawiony bojowo. Niestety, tygodniowa kuracja antybiotykowa z powodu przeziębienia pogrzebała mój wiosenny maraton. Dupa, nie udało się. Wiosna bez maratonu.

Kiedy wróciłem do formy udało mi się poprawić na 5 km, robiąc życiówkę podczas Biegu Ursynowa. To był spory sukces ponieważ nie mogłem poprawić tego wyniku od dwóch lat.

http://www.biegamblog.pl/2014/06/17/bieg-ursynowa-2014-ruch-po-zdrowie-relacja/

I to koniec pozytywów w tym sezonie. Od czerwca generalnie klapa. Jeszcze rzutem na taśmę udało mi się poprawić wynik w Półmaratonie Crossowym nad Pilicą – http://www.biegamblog.pl/2014/06/08/iv-cross-polmaraton-nad-pilica-relacja/

W sierpniu główny start sezonu ? czyli Chudy Wawrzyniec i ponowne zmierzenie się z dystansem ultra w Beskidzie Żywieckim. Bogatszym o doświadczenie i wiedzę chciałem poprawić wynik z zeszłego roku. Niestety chyba moje treningi nie były optymalne pod kątem gór.
Nie udało się. Przebiegałem Chudego, ale wyniku z poprzedniego roku nie poprawiłem. Za to w sierpniu pobiłem swój rekord jeśli chodzi o kilometraż, przebiegłem 280 km w ciągu miesiąca. Niestety ten ?rekord? zaowocował, jak to z perspektywy czasu oceniam, powstaniem kontuzji. Szykowałem się do Poznań Maraton w ramach Wyzwania Runner’s World, gdzie nastawiałem się na 3:30 i ewidentnie przesadziłem z treningami. Nie odpocząłem po Chudym Wawrzyńcu i w efekcie miałem zapalenie mięśnia strzałkowego łydki. Coś tam kuśtykałem przez wrzesień i październik, ale z bieganiem to nie miało zbyt wiele wspólnego. W sumie to mięsień czasami czuję do teraz. Niestety jest to dość upierdliwa kontuzja. Z drugiej strony jak na cztery lata biegania to jest to pierwsza kontuzja jaką miałem.

Ostatnie starty to Praska Dycha z końca października, gdzie całkiem sensownie pobiegłem 10 km w 47:06. Dziś Bieg Niepodległości ? taki na podsumowanie tego sezonu. Przez cały tydzień walczyłem z synkiem z grypą żołądkową, która potem przeszła na mnie. Tak więc kolejna przerwa w treningach. Przebiegłem w 48:23 i na tym dziękuję za ten sezon. Do widzenia. Czekam na nowy, lepszy 🙂

O planach będzie niedługo. Jest kilka pomysłów na fajne starty, wszytko zależy od losowań i czy uda się zapisać.

Co zrobić żeby przyszły sezon był lepszy? Pomijając choroby, kontuzję i inne takie to:

– jeszcze bardziej sumiennie wykonywać założone treningi,
– bardziej dbać o dietę i kontrolować wagę (niestety w tym roku, zwłaszcza po lecie waga skoczyła co czuć podczas treningów),
– biegać z głową i nie przesadzać z kilometrami, pamiętać o regeneracji i odpoczynku,
– ćwiczenia wzmacniające – koniecznie o nich pamiętać ? bez nich mogę zapomnieć o progresie,

Wrócę do tej listy na wiosnę i na koniec przyszłego sezonu. Zobaczymy co z tego wyszło 🙂
Teraz Falenica i ciężko pracujemy zimą, a na wiosnę będą owoce 🙂

Jestem Wam winny recenzję zegarka Polar V800. Obiecuję opublikować już na dniach, ponieważ zegarek jest naprawdę bardzo fajny i w pewnym sensie detronizuje Garmina moim zdaniem.