Rekordowy Bieg Powstania Warszawskiego

W końcu udało mi się przełamać kolejną barierę Aż trudno w to uwierzyć, ale moja życiówka na 10 km miała już prawie 3 lata. Patrząc na mój progres w półmaratonie i maratonie to dość dziwna sprawa. Jednak w końcu się udało i to podczas niełatwych zawodów, jakimi jest Bieg Powstania Warszawskiego. Moja nowa życiówka, która teraz wynosi 45:28 pokazuje, że  obecny plan treningów działa na mnie bardzo dobrze. Widzę i czuje , ze jest progres

Wróćmy jednak do sobotniego biegu. Rok do roku bardzo ciężko mi się biegnie podczas biegu Powstania. Generalnie nie lubię biegać wieczorami i to jeszcze po pętli. Mam problem z całodniowym odżywianiem i planem na cały dzień przed godziną startu. Jak zorganizować sobie plan dnia, kiedy wieczorem trzeba biegać i dać z siebie wszystko. I na dodatek jeszcze letnia pogoda w pełni. W tym roku nie było nasz szczęście tak gorąco i parno jak rok temu. To wszystko dzięki burzy, która przeszła nad Warszawą godzinę przed biegiem.

Plan na zawody był bardzo prosty. Do 8 km biec w okolicach 4:30 – 4:35, a potem jak będą siły to jeszcze przyśpieszyć. W końcu prawie zrealizowałem plan na start. W końcu udało mi się pobiec prawie zgodnie z założeniami. Nie zwolniłem, trzymałem tempo, zwłaszcza na odcinku, kiedy był podbieg ulicą Sanguszki.

Jestem zadowolony z tego biegu, zwłaszcza, że jest życiówka, a co najważniejsze to biegło mi się w miarę komfortowo. Gdyby to był dzień i trasa była by łatwiejsza to z pewnością udałoby się wywalczyć lepszy wynik. Czuję, że jest siła i moc

Pomimo tego, że Bieg Powstania Warszawskiego jest dla mnie dość trudny, to bardzo lubię startować w całej triadzie organizowanej przez Aktywną Warszawę. Są to zawody z akcentem patriotycznym, w których ważny  jest udział i upamiętnienie istotnych wydarzeń z naszej historii.

Niestety organizacyjnie jest coraz gorzej. Szczególnie widać to podczas Biegu Powstania Warszawskiego, gdzie zawodnicy startujący na 10 km mają do przebiegnięcia dwie pętle. Problemem jest konieczność dublowania zawodników, którzy niestety nie trzymają się zasad i biegają, czy też maszerują, całą szerokością trasy. Panuje zasada, że wolniejszy biegacz trzyma się prawej strony trasy, tak żeby lewa cześć trasy była dla tych szybkich. Najbardziej rozbroił mnie “zając” biegnący na 60 minut, kiedy go dublowałem zbiegając ulicą Karową, on biegł środkiem trasy. Kiedy wymijając go z lewej strony, gdzie był totalny bałagan, krzyczałem “lewa wolna”, to usłyszałem od “zająca” coś nie do końca życzliwego. Kurczę to naprawdę nie jest takie trudne, wystraczy trochę uprzejmości. Podczas Praskiej Dychy, gdzie zawodnicy są dublowani ze trzy razy jakość tego problemu nie ma. Widocznie dlatego, że jest to bieg dość kameralny i mało popularny. Najbardziej współczuje czołówce biegu na 10 km, która na trasie musiała mijać najwolniejszych zawodników z trasy na 5 km, których start był 20 minut wcześniej. Pół biedy, kiedy krzyczysz-mówisz “lewa wolna” i zawodnik przed tobą robi miejsce, ale kiedy on biegnie w słuchawkach i ma w du%^& to co do niego krzyczysz. No cóż… moim zdaniem bieganie na zawodach w słuchawkach powinno być absolutnie zakazane i niedopuszczalne. Jest to niebezpieczne dla ciebie, mnie i innych współzawodników.

Tak czy inaczej Bieg Powstania Warszawskiego ma swój niepowtarzalny klimat. Cała otoczka biegu, odegranie hymnu państwowego przed starem ma niepowtarzalny klimat. Jednak tutaj także nie jest idealnie. Pamiętajmy, że w momencie, kiedy jest grany hymn państwowy należy zdjąć czapkę z głowy. To naprawdę nie jest wielki wysiłek na chwilę stanąć na baczność i nic nie robić. Rozmawianie, robienie fotek, rozciąganie się i to jeszcze w czapce na głowie jest nie na miejscu. Czasami widząc to zastanawiam się w jakim kierunku to wszystko zmierza, nasz patriotyzm i szacunek…

Płacimy cenę za coraz większą popularność biegania. Coraz więcej jest buractwa i cwaniactwa podczas zawodów biegowych, zwłaszcza gdzie jest duża frekwencja. Przerażenie mnie ogarnia, kiedy czytam co się dzieje na zawodach triathlonowych, gdzie na trasie rowerowej zawodnicy odpychają się i przepychają, gdzie w strefie zmian ktoś przebija opony w rowerze innym zawodnikom. Całe szczęście są jeszcze kameralne zawody, gdzie każdy zna zasady i szanuje siebie na wzajem. Mam nadzieje, że takich imprez będzie dalej sporo i nie zostaną skarżone mainstreamową popularnością biegactwa.

I tak na koniec, w zawodach biegłem w koszulce z firmy Red is Bad. Firma ta jest producentem odzieży patriotycznej. Taka koszulka w sam raz nadaje się na start w zawodach za granicami naszego kraju lub w zawodach z cyklu triady Warszawskiej. Niedługo przeczytacie recenzję koszulki na blogu

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Bieganie